W lesie dziś nie zaśnie nikt

„Lękam się ciemności, odkąd tylko pamiętam, zwłaszcza gdy wyobrażę sobie, że coś nagle wyskoczy z cienia i śmiertelnie mnie wystraszy. Dlatego też horrory tak bardzo mnie przerażają. Ostatni obejrzałam, mając 15 lat, nie pamiętam już tytułu, ale spałam potem z moją mamą przez dwa tygodnie. Większość filmów grozy to straszny kicz, nie ma żadnego napięcia, sztuczna krew leje się strumieniami i wszędzie leżą jakieś bebechy” (Megan Fox). Od pewnego czasu slasher jako subgatunek horroru przeżywa swój renesans. Doskonałe „Halloween” (2018) Davida Gordona Greena czy brawurowo wyreżyserowana przez Larsa Klevberga „Laleczka” dobitnie pokazują, jak filmy te umiejętnie przetworzyły odtwórczą konstrukcję dzieł, na których bazowały – stanowiąc powiew świeżości i nowe spojrzenie na nieco zapomniane i zakurzone dziś klasyki. Mimo to, w Polsce kino gatunkowe – zwłaszcza filmy grozy – praktycznie nie istniało. Dlatego też z dużym entuzjazmem czekałem na najnowsze dzieło Bartosza M. Kowalskiego, które na ekranach kin zadebiutować miało w piątek – 13 marca 2020 roku. Kampania reklamowa i wywiady z twórcami powoli utwierdzały mnie w przekonaniu, że reżyser wie co robi, a „W lesie dziś nie zaśnie nikt” jest utworem zrodzonym z pasji, a nie tanim „skokiem na kasę”. Niestety data premiery okazała się pechowa – epidemia koronawirusa spowodowała przesunięcie premiery na bliżej nieokreślony termin. Ostatecznie produkcja trafiła do dystrybucji cyfrowej. Czy najnowszy obraz Kowalskiego sprostał oczekiwaniom i ostatecznie jest to pierwszy, udany polski horror? 

Produkcja strukturalnie powiela większość slasherowych klisz. Twórcy chwalą się zapożyczeniami – w pewnych momentach wręcz śmiejąc się z odtwórczości,  przewidywalności i swoistej kiczowatości, jaką niosą za sobą te produkcje. Jeden z bohaterów podczas seansu wylicza główne zasady slashera – co robić, żeby nie dać się zabić. Paradoksalnie, wszystkie jego obawy znajdują swoje potwierdzenie w opowieści, którą kreślą przed nami twórcy. „W lesie dziś nie zaśnie nikt” nie zaskakuje. Nie jest to jednak wada obrazu, a jego zaleta. Bo nie liczy się to, co najnowsza produkcja Kowalskiego opowiada, ale w jaki sposób to robi. 

5263a1f2084565d1e41dab058ae113b4

Polski film grozy zdecydowanie wyróżnia się na tle zachodniej konkrecji – przede wszystkim, jeśli chodzi o absurdalny humor. Gdybym miał do czegoś porównywać dzieło Bartka Kowalskiego, to bez wątpienia byłaby to trylogia „Martwego Zła” Sama Raimiego, ponieważ w rzeczywistości  jest to brutalna czarna komedia, w której mroczna opowieść jest tylko pretekstem do pastiszu i wyśmiania często absurdalnej struktury horrorów z przełomu lat 80. i 90. XX wieku. To prawdziwy festiwal niedorzeczności – dzieło, które w wyrafinowany sposób podsumowuje długoletni dorobek gatunku. Mimo lekkiej formy dzieło ostatecznie może być rozpatrywane jako kompetentny horror i, co zaskakujące, w porównaniu z innymi dziełami tego typu, prezentuje się jako utwór wyjątkowo atrakcyjny. 

5db7e9b2c4b8a_o_full

W ostatnich czasach polska kinematografia dokonała ogromnego postępu. Moim zdaniem, obecnie nasze rodzime kino jest zdecydowanie bardziej interesujące od hollywoodzkich produkcji, które z uwagi na wysokie budżety, nie mogą pozwolić sobie na jakiekolwiek ryzyko i idącą za tym finezję. Każda kolejna polska produkcja zaskakuje i pozostaje w pamięci na długo po obejrzeniu. Do tej pory radziliśmy sobie jednak wyłącznie w obszarze kina autorskiego. Niezależne projekty, w których ręka autora była bardzo mocno widoczna były doceniane za granicą, a polscy twórcy w przeciągu kilku ostatnich lat ugruntowali swoją pozycję na miedzynarodowym rynku. Niestety znacznie gorzej sprawa wygladała w obrębie kina gatunkowego. Sporadycznie wychodziły nam komedie. Innych gatunków Polacy raczej nie realizowali. Horror, z natury jest produkcją bardzo tanią w realizacji. Zastanawiające było wiec to, że polscy twórcy nie próbowali zmierzyć się z tą materią. Kiedy jednak zobaczyłem „W lesie dziś nie zaśnie nikt” mogę z czystym sercem stwierdzić, że jestem spokojny o ten segment polskiego kina. 

Ambitny projekt Kowalskiego ległby jednak w gruzach, gdyby nie znakomite kreacje aktorskie. Przede wszystkim na ekranie błyszczą: znakomity Wojciech Mecwaldowski wcielający się w kierownika obozu oraz Piotr Cyrwus w roli Księdza. Mimo faktu, że są to epizody, to aktorom udało się stworzyć niezwykle barwne i dość przerysowane postaci. Panowie dobrze zdają sobie sprawę w jakim filmie grają i, dzięki temu, ich role zagrane są brawurowo i z polotem. Obawiałem się, ze Julia Wieniawa nie sprosta zadaniu wcielania się w postać głównej bohaterki produkcji. Na jej barkach spoczywała spora odpowiedzialność. Wieniawa mnie zaskoczyła. Okazuje się, że jest to aktorka plastyczna, która potrafi bardzo płynnie przejść przez wiele stanów emocjonalnych. Jest to cecha w Polsce niezwykle rzadka, bo podejście do grania mocno odbiega od amerykańskiego wzorca. Nie ma tutaj miejsca na podejście wcieleniowe – by aktor stał się graną przez siebie postacią – zespolił się z nią całkowicie. Wieniawie się to udało. Dobrze radzą sobie również: Wiktoria Gąsiewska, Mirosław Zbrojewicz, Gabriela Muskała, Olaf Lubaszenko czy bezbłędny Michał Lupa.

foto-michal-chojnacki-akson-studio-julia-wieniawa-stanislaw-cywka-michal-lupa1

Film bardzo dobrze wypada również, jeśli spojrzymy nań od strony technicznej. Warstwa audiowizualna zrealizowana jest na światowym poziomie. Szczególnie zachwycają zdjęcia autorstwa Cezarego Stoleckiego. Ujęcia bardzo mocno nawiązują do stylistyki lat 80. XX wieku. Twórcy bawią się formą, co potęguje klimat tego niezwykłego widowiska. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie także ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Radzimira Dębskiego. Dawno już polskie kino nie miało tak dobrego oryginalnego soundtracku. Kompozycje Dębskiego to dla produkcji wartość dodana, która dobrze radzi sobie także, jako osobny byt. Jeśli tylko ukaże się ona na krążku, to będę jedną z pierwszych osób, która złoży na nią zamówienie. 

julia-wieniawa-w-lesie

Podsumowując, „W lesie dziś nie zaśnie nikt” to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika horroru – film, który nie ma się czego wstydzić w porównaniu do amerykańskich produkcji. Wręcz przeciwnie – jest to dzieło, które pod pewnymi względami bije na głowę odtwórcze filmy kręcone masowo przez Hollywood. Jest to także dobra propozycja dla ludzi, którzy nie wiedzą czym jest slasher. W najgorszym razie nie przypadnie Wam do gustu, ale będziecie wiedzieć, jak smakuje dobry przedstawiciel tego gatunku. 

Ocena filmu: 7/10nowa gwiazdka
(Film dostępy jest w ofercie serwisu Netflix)

Bartosz Dominik 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s