1917

„Czasami myślę, że II wojna światowa zmieniła pogląd na wojnę jaką taką, obowiązujący w cywilizacji zachodniej, ponieważ w całej historii wojen to właśnie ta najbardziej przypominała wojny fantasy, w których występuje mroczny władca i ci naprawdę źli, w czerni, z trupimi czaszkami na mundurach. Pierwsza wojna światowa była bardziej typowa: o co właściwie walczyli wszyscy ci ludzie?” (George R. R. Martin). W historii kinematografii zdarzają się filmy, które redefiniują medium, uczą innego spojrzenia na świat, a sowim nowatorskim podejściem wpływają na nowe pokolenia twórców. „2001: Odyseja kosmiczna”, „Gwiezdne wojny” czy „Pulp Fiction” – to tylko kilka przykładów produkcji, których premiera wywróciła do góry nogami dotychczasowe postrzeganie kina. Wojna to temat niezwykle filmowy – obszar, w obrębie którego znajduje się wiele godnych ekranizacji historii. Obrona ojczyzny, bohaterstwo, wieczna chwała to najczęstsze skojarzenia, jakie wywołują w odbiorcy filmy wojenne. Czasem jednak filmowcy decydują się spojrzeć na jej bardziej kameralne oblicze. Głosy gloryfikujące męstwo i odwagę żołnierzy, przyćmiewają  nieraz drugą, mroczniejszą stronę wojny. Cierpienie, śmierć niewinnych, walka w obronie ideałów, w które się nie wierzy – są paradoksalnie problemami znacznie ciekawszymi, niż nieskazitelne toposy martwych bohaterów. O co właściwie walczyli Ci wszyscy ludzie? 

Na pytanie to stara odpowiedzieć się w swoim najnowszym filmie Sam Mendes. Jego „1917” nie jest kolejną spektakularną próbą przeniesienia wojennych realiów na duży ekran. To film zdecydowanie bardziej kameralny, intymny. Wielcy bohaterowie, wzniosłość ścierających się ze sobą mas przeciwników, epickie starcia są jedynie tłem dla poruszającej historii dwójki przyjaciół –  zwykłych żołnierzy, którym powierzono niebezpieczną misję przedostania się za linię wroga, by przekazać tajną wiadomość, której treść pozwoli uniknąć brytyjskim żołnierzom pewnej śmierci. W filmie nie ma heroicznych czynów, niezłomnej walki z przeważającymi siłami wroga. Tutaj dominuje strach, troska o własne życie oraz poczucie bezsensowności i bezsilności. O co walczymy? Za co oddajemy życie? Dlaczego akurat nas spotkał taki los?

1917-still

Dzięki skrupulatnie zrealizowanym zdjęciom udaje się doprowadzić do immersji, która w kinie nigdy wcześniej nie była tak głęboka. Film w swoim założeniu realizowany jest jako jedno długie ujęcie. Roger Deakins się nie spieszy, powoli prowadzi kamerę, zaskakuje w wyrafinowany sposób. Podczas seansu mnożą się pytania. Jak oni to nakręcili? Przecież to jest niemożliwe – często wydaje się, że kamery po prostu nie ma. Widz staje się trzecim uczestnikiem wyprawy. Jesteśmy bardzo blisko bohaterów – ich dramat działa na nas ze zdwojoną siłą. Produkcja poraża emocjami, które rodzą się w odbiorcy w czasie seansu. Na pokazie przedpremierowym nie mogłem poradzić sobie z tym przerażającym obrazem wojny, cierpieniem, które przeżywałem wraz z postaciami. Czułem wszystko – przede wszystkim ból. W „1917”, każdy pocisk mocniej przeszywa skórę, każde pchnięcie nożem głębiej penetruje klatkę piersiową, a każdą śmierć przeżywamy bardziej z tymi, którzy nadal żyją.

uid_81d21a3fd7e8797b4422f7d777c5e3f91574771084319_width_1920_play_0_pos_0_gs_0_height_1080

Najnowsze dzieło Mendesa ma prostą fabułę, którą w zasadzie można streścić w kilku zdaniach. Jednak ładunek emocjonalny, jaki ze sobą niesie jest niespotykany. To właśnie emocje powodują, że „1917” wywiera tak silne wrażenie – staje się dziełem, które redefiniuje pojęcie kina, powoduje, że film, jako taki staje się czymś więcej, niż dotąd. Opowieść płynie – mimowolnie stajemy się jej uczestnikami. Immersyjne zanurzenie obok zdjęć pogłębia również muzyka. Thomas Newman doskonale wie, w których momentach uderzyć we wzniosłe i epickie tony – wie także, kiedy cisza będzie najbardziej przejmująca. Produkcja często wykorzystuje brak dźwięku do wzmocnienia przekazu i wywarciu na odbiorcy jeszcze większego wrażenia.

image-asset

To ambitne, bardzo skomplikowane w swojej konstrukcji, przedsięwzięcie nie udało by się, gdyby nie kunszt reżyserski Sama Mendesa. Autor wzbił się na szczyty swojego geniuszu – czuwając cały czas nad tonem i tempem opowieści. W długich ujęciach, rola reżysera jest kluczowa. W momencie, w którym faktyczny montaż odbywa się na planie, podczas realizacji ujęć – to on odpowiada za to, by finalny efekt miał odpowiednią długość, wywoływał u odbiorcy odpowiednie reakcje, kończył się i wybrzmiewał we właściwy sposób. Ta trudna sztuka się udała, a przedsięwzięcie to będzie przez lata stanowić przykład kunsztu i smaku estetycznego w kinematografii.

p080r2cg

Warto także docenić obsadę aktorską, która swoją zachowawczą grą dopełniła dzieła, by zanurzenie widza w historię było zupełne. Na szczególną uwagę zasługuje duet głównych bohaterów, granych przez Georgea MacKaya i Deana-Charlesa Chapmana – żołnierzy wysłanych na niemal samobójczą misję. Ich kreacje stanowią studium postaci – wraz z nimi poznajemy ich słabości i najgłębiej skrywane lęki. Mimo oszczędności w doborze środków wyrazu, ich gra zachwyca, ponieważ w odpowiednich momentach nadają jej odpowiedni ton dramaturgiczny. W tym naturalistycznym świecie przedstawionym – momenty ekspresji aktorskiej są jeszcze bardziej zauważalne, rezonują zdecydowanie mocniej niż w dotychczasowym kinie. Przyjemnie patrzy się również na gościnne występy: Marka Stronga, Andrew Scotta, Richarda Maddena, Clarie Duburaq, Colina Firtha czy Benedicta Cumberbatcha. 

TMBH4FPAYJGZZPKM5N5DW4PEPM

Hiszpański malarz Joan Miró powiedział kiedyś, że „ważniejszy od samego dzieła jest efekt, jaki ono wywołuje. Sztuka może umrzeć, obraz może ulec zniszczeniu. Istotne jest ziarno, które zostało zasiane”. „1917” jest utworem, który nie pozostawia widza obojętnym wobec siebie. Wręcz przeciwnie – nie pozwala o sobie zapomnieć, wywiera w jego duszy ślad, pozwala przeżyć katharsis. Najnowszy film Sama Mendesa wzrusza – pozwala głośno zapłakać. Nie jest to jednak spowodowane wzniosłością wydarzeń, a poruszającą, kameralną historią, która nie kreuje  bohaterów. Wojna nie czyni nikogo wielkim. Przeżycie, powrót do rodziny, miłość – wystarczą.

Ocena filmu: 10/10nowa gwiazdka

Bartosz Dominik

Zrzut ekranu 2020-02-9 o 13.59.49

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s