Joker

„Było raz dwóch szaleńców w domu wariatów. Pewnej nocy postanowili, że uciekną. Wspięli się na dach i stanęli nad przepaścią. Tuż za nią rozpościerał się krajobraz miasta poprzecinany niezliczoną ilością dachów – od wolności dzielił ich jeden skok. Pierwszy nie miał problemu ze skokiem, ale jego kompan bał się upadku. Odważniejszy z nich wpadł na pomysł. Powiedział: ‚hej, mam latarkę, przyświecę Ci nią drogę, a ty przejdziesz po jej świetle na drugą stronę’. Na to drugi mówi; ‚myślisz, że oszalałem? A co się stanie, jak zgasisz ją w połowie drogi?’” (Alan Moore, Batman: Zabójczy żart). Czy do upadku i zatracenia się w szaleństwie wystarczy tylko jeden naprawdę zły dzień? Czy winą za taki stan rzeczy należy obarczyć współczesne społeczeństwo, które poprzez swoją nieczułość, wrogość i zblazowanie tworzy psychopatyczne archetypy naszych czasów, a coraz częstsze krwawe zbrodnie są niczym innym, jak rozpaczliwym krzykiem i błaganiem o atencję innych? O najnowszym dziele, znanego głównie z niezobowiązujących komedii, Todda Phillipsa głośno było na długo przed jego kinową premierą. Filmowego „Jokera” kreowano na produkcję wyjątkową, której twórcy – w niespotykany dotąd sposób – podejmują próbę sportretowania i ukazania powolnego zatracania się w odmętach szaleństwa jednego z najbardziej ikonicznych arcywrogów Batmana. Wreszcie, obraz ten miał zerwać z przeświadczeniem widowni, że filmy tworzone przez DC są jedynie nędzną kopią Marvela. „Joker” – od momentu premiery powinien ustanowić nową jakość w obrębie kina superbohaterskiego. Taki był plan. Czy udało się go zrealizować? 

j7

Poziom ekscytacji kontrowersyjnym projektem Phillipsa osiągnął niebotyczne rejestry w momencie, gdy „Joker” zdobył główną nagrodę (Złotego Lwa) na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Przewidywania wielu odnalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości, a najnowsza produkcja DC została powszechnie uznana za prawdziwie autorskie kino artystyczne. Pierwsze recenzje nie szczędziły pochwał. Szczególnie ciepłe słowa kierowano w  stronę odtwórcy głównej roli – Joaquina Phoenix’a. Zdaniem wielu aktorowi udało się stworzyć najbardziej wielowymiarową i niejednoznaczną postać Jokera w historii kinematografii, deklasując tym samym kultowe wcielenia: Heatha Ledger’a („Mroczny Rycerz”), Jacka Nicholsona („Batman”) czy Marka Hamilla („Batman: The Animated Series”).

Czas mijał, a opinie stawały się coraz bardziej spolaryzowane. „Joker” z arcydzieła „szerokich kół”, powoli zaczął stawać się tworem niejednoznacznym w ocenie – produkcją, która oprócz składowych wybitnych, ma również elementy złe – nie działające w obrębie struktury narracyjnej. I faktycznie – najnowszy obraz Phillipsa jest konglomeratem rzeczy różnej jakości. Nie zmienia to jednak faktu, że chociaż „Joker” nie jest najlepszym filmem tego roku, to z pewnością jest jedną z najważniejszych produkcji ostatnich lat, zwłaszcza jeśli patrzymy nań przez pryzmat kina mainstreamowego. Mimo pewnych błędów, utwór stawia przed widzem istotne pytania i problemy, które choć poddane zauważalnej hiperbolizacji – nie pozwalają spojrzeć na owe dzieło z dystansem i obojętnością. Pierwszy raz, twórcy działający w obrębie kina „superbohaterskiego” rozważają naturę i przyczynę powstania zła. Co powoduje, że skrzywdzony przez życie człowiek zaczyna mordować?

joker-2019-movie-4k-g0

Reżyser stawia śmiałą tezę, że szaleństwo Jokera jest lekiem na brak atencji społeczeństwa. W wyniku kolejnych morderstw zagubiony Artur zaczyna być zauważany przez innych, co więcej wreszcie on zauważa samego siebie. Przez większość seansu oglądanie postępującego upadku Arthura Flecka powoli przeistaczającego się w tytułową postać, wiąże się z przeplatającymi się ze sobą uczuciami rosnącej fascynacji, odrazy i niepokoju. Twórcom udało się na tyle uczłowieczyć  głównego antybohatera, że – jako widzowie – jesteśmy w stanie z nią sympatyzować, jednak jej powolna przemiana, ale również otaczające ją środowisko, przyprawia nas o mdłości. Fabularnie „Joker” nie zaskakuje – powoli prowadząc nas, bez istotniejszych zwrotów akcji, od początku do końca. Dla osób, które nie przesiedziały całego życia w piwnicy, już sam tytuł w pewnym sensie zdradza zakończenie. Dlatego też, oczekiwałem od reżysera jakiejś bardziej zaskakującej puenty, czegoś co mną wstrząśnie, wyprowadzi z równowagi. Zamiast tego dostałem trywialne wnioski sprowadzające się do tego, że osoby niestabilne psychicznie, żyjące w toksycznym społeczeństwie, mogą stanowić potencjalne zagrożenie. Zwłaszcza, jeśli nie oferuje im się żadnej pomocy. 

2019-joker-xt-1920x1080

Rozczarowuje również samo podejście realizatorów do formy widowiska. Podczas seansu, co jakiś czas, wydawało mi się, że reżyser za wszelką cenę chce udowodnić, że nakręcił wybitne i ponadczasowe dzieło artystyczne – film na wielu płaszczyznach ważny. Rozsmakowuje się formalnie w pewnych sekwencjach – skrajnie je wydłużając, przez co, po pewnym czasie – zwłaszcza w pierwszej części filmu – wkrada się znużenie i monotonia. Dla przykładu, kilkuminutowy taniec Arthura, będący manifestem jego wyzwolenia z okowów, mimo tego, iż efektowny – w moim przekonaniu szatkuje strukturę opowieści, negatywnie wpływając na tępo narracji. 

Przeciętny scenariusz i kłopotliwą reżyserię rekompensują dwa aspekty – warstwa techniczna oraz gra aktorska; przede wszystkim genialnego Joaquina Phoenix’a. Jeśli chodzi o pierwszy segment, to na doskonałym tle wybijają się zdecydowanie zdjęcia Lawrence’a Shera. Ujęcia realizowane w skrajnie niskiej głębi ostrości, przy użyciu (najprawdopodobniej) „długich” obiektywów skrupulatnie budują klimat całego filmu. Całość utrzymana jest w schemacie opartym o triadę kolorystyczną, paleta barw jest brudna, lekko przygaszona. Kadry często budowane są na zasadzie kontrastu – na przykład niedoświetlone zdjęcia zestawiane są na sztywno z wręcz skrajnie prześwietlonymi. Zabiegi te w umiejętny sposób wzmacniają ambiwalentne odczucia odbiorcy – przechodzące z fascynacji do obrzydzenia i niepokoju. Ten specyficzny, nieprzyjemny nastrój podbija znakomita ścieżka dźwiękowa Hildur Guðnadóttir’y. Kakofoniczne kompozycje smyczkowe – nasilają atmosferę zaszczucia i wzmagającego się szaleństwa. Co jakiś czas te nieprzyjemne dźwięki ustępują na rzecz utworów z przełomu lat 60. i 70. XX wieku, co pozwala nam osadzić akcję filmu właśnie w tym przedziale. 

joker-trailer-image-2

Warto zaznaczyć, że to obsada aktorska jest tym, co stanowi o sile „Jokera”. O odtwórcach poszczególnych ról mógłbym pisać wiele. Znakomite kreacje: Zazie Beetz, Frances Conroy czy Bretta Cullena to tylko „wierzchołek góry lodowej”. Robert De Niro, przy okazji najnowszego filmu Todda Phillipsa, zaliczył jeden z najlepszych występów w swojej bogatej karierze. Jednak najjaśniejszym elementem produkcji jest bez wątpienia odtwórca roli tytułowej – Joaquin Phoenix. Już dziś mogę stwierdzić, że rola ta ma murowaną nominację do Oscara w kategorii „najlepszy aktor pierwszoplanowy”. To, jak Phoenix niuansuje postać, jak swobodnie przechodzi przez amplitudę poszczególnych stanów emocjonalnych – jest samo w sobie godne uznania. Aktor jest głównym motorem napędowym całej opowieści – elementem, który umiejętnie ukrywa wszelkie niedoskonałości produkcji. Przez cały seans obserwujemy świat przedstawiony z jego perspektywy – patrzymy nań jego oczyma. Dlatego też nie przeszkadza nam jego odrealnienie, wikłamy się w jaźni Arthura, który nie potrafi odróżnić, co dzieje się naprawdę, a co jest jedynie wytworem jego chorej wyobraźni. Dopiero morderstwo pozwala oddzielić Arthurowi prawdę od imaginacji – wtedy dopiero zauważa swoje istnienie. 

1097759

„Joker” w reżyserii Todda Phillipsa z pewnością nie jest najlepszym filmem tego roku. Obok genialnych elementów, takich jak warstwa audio-wizualna, znakomite aktorstwo – przede wszystkim Phoenix’a, produkcja ma nazbyt wiele problemów – szczególnie w obszarze reżysersko-scenariuszowym. Najbardziej widać to w jednej z końcowych scen, kiedy Joker w studio telewizyjnym w zasadzie tłumaczy wszystkim, o czym był ten film, na wypadek gdyby któryś z widzów nie załapał. Takich ordynarnych ekspozycji jest w tym utworze znacznie więcej. Mimo to, jest to produkcja, która podejmuje temat istotny – problem, z którym my, jako społeczeństwo, będziemy musieli się zmierzyć w niedalekiej przyszłości. Naświetlenie tej tematyki jest osiągnięciem istotnym, nie tylko w kontekście kina superbohaterskiego, a całej kinematografii. Bo co, jeśli w rzeczywistości to my tworzymy monstra, przed którymi zakrywamy nasze przerażone twarze? 

8/10nowa gwiazdka

Bartosz Dominik 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s