Parasite

Pasożyt – organizm, żyjący wewnątrz innego bytu, dla którego ów stanowi źródło pożywienia. Stanisław Lem pisał, że „cały świat zwierzęcy jest pasożytem roślinnego”. Co jednak wtedy, gdy tę zależność przeniesiemy na grunt stricte ludzki. Przez lata grupy społeczne oskarżały się wzajemnie (de facto nadal się oskarżają) o żerowanie na pracy czy zasobach innego. Zazwyczaj jednak oskarżycielami są klasy biedniejsze – które swoją niechęć koncentrują na bogatszych – upatrując w nich przyczynę swojej nędzy i rozpaczy. Koreański reżyser Joon-ho Bong, w swoim najnowszym dziele, idzie o krok dalej, kreśląc przed widzem problem proporcjonalnie odwrotny, w którym to ubodzy bez skrupułów żerują na naiwności majętnej rodziny. Czy „Parasite” – mający swoją polską premierę 20 września 2019 roku – ukazaną problematyką, poziomem wykonania i wizją artystyczną, faktycznie zasłużył na Złotą Palmę na festiwalu w Cannes? Może byli lepsi?

Dzieło opowiada historię, wychowanego w skrajnej biedzie, młodego mężczyzny – Ki-woo, który dostaje posadę korepetytora córki zamożnego małżeństwa. Dość szybko wykorzystuje nadarzającą się okazję załatwiając ciepłe posadki dla pozostałych członków swojej rodziny. Widz obserwuje natychmiastową zmianę status quo bohaterów, którzy z przymierających głodem bezdomnych, z dnia na dzień stają się „królami życia”. Królami żyjącymi w cieniu swoich nowych panów, którzy mają ich za nic. Struktura opowieści mocno przypomina tę, do jakiej zdążył przyzwyczaić nas swoimi filmami Quentin Tarantino. Joon-ho Bong nie kryje swoich inspiracji – on wręcz bezwstydnie obnosi się tym, skąd czerpie. 

a189277e-7c4a-11e9-8126-9d0e63452fe9_image_hires_174143

Gdyby nie to, że bohaterowie mówią po koreańsku, niejeden widz podczas seansu mógłby stwierdzić, że oto ogląda dziesiąte dzieło Tarantino, będąc świadkiem rozpoczęcia jego przedwczesnej emerytury. „Parasite” jest obrazem wyjątkowo wtórnym, jednak podczas obcowania z nim, rzekoma wada jest praktycznie nieodczuwalna. Szybko wchodzimy w przeżycie estetyczne, w którym trwamy praktycznie do końca projekcji. W trzecim akcie – mocno daje się we znaki ponad dwugodzinny metraż. Gdyby „Parasite” zakończył się emocjonalną i wyjątkowo brutalną sceną urodzinową – byłoby to dzieło doskonałe. Niestety przeciągnięty epilog pozostawia spory niesmak, którego nie łagodzi nawet ostatnie ujęcie – wywracające niepasujący do reszty „optymistyczny” finał do góry nogami. 

3fd49fda-7c4b-11e9-8126-9d0e63452fe9_1320x770_174143

Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym powiedział, że „Parasite” jest produkcją słabą lub przeciętną. Jest to film, który mimo dużego stopnia odtwórczości, wymyka się określonym normom i kwalifikacjom gatunkowym. Joon-ho Bong umiejętnie przechodzi od wątków komediowych, do dramatu czy wręcz kina grozy. Wspomniane fazy wprowadzane są organicznie, będąc naturalną konsekwencją poszczególnych zdarzeń, dzięki czemu widz pozostaje w immersyjnym zanurzeniu. Jego odbiór pozostaje niezmącony, mimo obcowania na pozór z postmodernistycznym zlepkiem niepowiązanych ze sobą konceptów. 

d17a1588-7c4a-11e9-8126-9d0e63452fe9_image_hires_174143

Tak ryzykowny konglomerat gatunkowy nie mógłby stanowić spójnej całości, gdyby nie aktorzy, którzy w „Parasite” stanęli na wysokości zadania. W zachwyt wprawiają szczególnie drobiazgi, mrugnięcia w kierunku widza, które skrupulatnie budują większą całość. „Metaforyczność” Gi-woo czy „zapach biedy”, który odrzuca Prezesa Parka to tylko kilka elementów powodujących, że całokształt stanowi dzieło najwyższej klasy, odznaczając się niespotykaną wzniosłością, ciesząc się estymą krytyków i widowni na całym świecie. Nazwiska takie jak: Kang-ho Song, Seon-gyun Lee, Yeo-jeong Jo, Woo-sik Choi, Hye-jin Jang czy So-dam Park stanowią symbol jakości dzieła Joon-ho Bonga. 

mv5bztiyoguxytatywyzys00zjeylwi3mdctztdkytm4ogjinzqwxkeyxkfqcgdeqxvynzawmtc4otyv1sy1000sx1500al

Na pozytywny odbiór utworu wpływa również zrealizowana po mistrzowsku warstwa audio-wizualna. Głęboko przemyślane, nowatorskie zdjęcia Kyung-Pyo Honga nadają produkcji odpowiedniego klimatu, łącząc ze sobą różniące się gatunkowo części struktury. Autor zdjęć nie boi się eksperymentować – używając w kluczowych scenach nagrywania w wysokim klatkarzu. Powstałe w wyniku drastycznego spowolnienia artefakty (charakterystyczne miganie źródeł światła sztucznego) nie stanowią jednak wady czy błędu, a wartość dodaną, która przydaje całości swoistego poloru. Równie dobrze wypada ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Jaeil Junga, która, podobnie jak wizualia, skutecznie niuansuje elementy komediowe, w odpowiednich momentach potęgując napięcie czy grozę. 

Parasite_SFF_supplied-1920x1440

Podsumowując, najnowsze dzieło Joon-ho Bonga to utwór zdecydowanie godny polecenia i pozycja, wobec której żaden miłośnik kina nie powinien przejść obojętnie. Tytuł nieprzypadkowy. „Parasite” jest pasożytem. Wielkość obraz ten zawdzięcza innym wytworom kultury, z których to Bong ochoczo czerpał pełnymi garściami. I, ku mojemu zdziwieniu… jest to niekwestionowana wartość tego filmu i coś, co zapewniło mu Złotą Palmę w Cannes. Polecam!

8,5/10nowa gwiazdka

Bartosz Dominik

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s